Trzy typy reakcji rodziców na "wymuszanie" płaczem, do której dołączysz?



Dość powszechne jest stwierdzenie, że dzieci wymuszają krzykiem i płaczem. Słyszę to też o swoim dziecku. Sama jednak staram się bardzo ostrożnie podchodzić do tego typu opinii na temat dzieci. Jest to zwyczajnie krzywdzące dla naszych najmłodszych, którzy przecież przed osądem nie mają jak się obronić. Muszą go przyjąć - co więcej, jest duże ryzyko, iż przyjmą go jako prawdę o sobie. Jak dla mnie zbyt wielka moc tkwi w rodzicielskim osądzie, aby posługiwać się nim jako narzędziem wychowawczym.

Jestem dorosła, obok siebie mam 3-latka, który uczy się dopiero funkcjonowania różnych mechanizmów na tym świecie. Uczy się naszych reakcji, doświadcza emocji. 

Krzyczy bo czasem inaczej nie potrafi. Nie umie wyrazić swoich pragnień słowami, jeśli jest do tego cholerykiem, jego układ nerwowy zapala się i brakuje mu narzędzi aby nad tym panować. Niejeden dorosły choleryk zareaguje krzykiem na złość, która w nim się pojawia. Wierzę jednak, że żadne dziecko nie jest na tyle rozwinięte, aby robić to z wyrachowaniem. To my dorośli często dla spokoju włączamy bajkę, dajemy coś słodkiego, bądź zaspokajamy bieżącą potrzebę, bo akurat teraz nam wygodnie. To prosta lekcja dla mózgu - dopamina wydziela się zaraz po tym jak krzyczę. 

Emocje są i będą na początku trudne do poskromienia. Nie dziwię się bo ja też czasem muszę walnąć w stół jak się okropnie wkurzę. A co do dyspozycji ma 3-latek aby rozładować swoją złość, rozczarowanie? 

Jako dorosła chcę wziąć odpowiedzialność za poprowadzenie mojego dziecka w świecie emocji i zapoznanie go ze zdrowymi mechanizmami w naszych relacjach. To jest pierwszą rolą rodzica - nie rola sędziego.

 Więc synku gdy złościsz się z powodu końca oglądania bajek przytulę Cię, nie włączę kolejnej. Rozumiem, że Ci smutno, ale nie nauczę Cię, że gdy jest ci źle to świat musi zaspokoić Twoje potrzeby. Jednocześnie nie osadzę Cie, że jesteś niegrzeczny bo płaczesz. Jest Ci przykro po dziecięcemu. W zdrowej relacji ja mam prawo powiedzieć "nie", a ktoś inny ma prawo być rozczarowany. Jest to jednocześnie doskonała nauka asertywności dla naszych dzieci.

Gdy ktoś dorosły obok nas cierpi z powodu jakiegoś niepowodzenia - rozstał się z kimś bliskim, zgubił ważną rzecz - współczujemy, a dzieci bardzo często osądzamy i traktujemy niezbyt poważnie ich odczucia. Przecież koniec bajki to nie powód do płaczu, a zasypianie bez mamy to coś, do czego trzeba się przyzwyczaić. Może i tak, ale czemu mamy nie współczuć dziecku z szacunku choćby do jego wewnętrznego małego świata, który, przyznajmy jakże często jest dla nas tajemnicą. Mam wrażenie, że wielu z nas dorosłych, nie mając pojęcia co tam w tym małym mózgu się dzieje, mimo to przyjmuje postawę wszechwiedzących. Cenię sobie stawanie w pokorze przed tajemnicą młodego człowieka, którego mam pod swoją opieką. Obserwuję, poznaję go i uczę się z nim żyć. 

O wymuszaniu przez dzieci bardzo fajnie pisze Małgorzata Musiał w swojej książce "Skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny" 


Jej zdaniem dzieci na początku wcale nie wymuszają, pokazują zaś żywiołowo w mocny sposób co myślą o zastanych warunkach, nie ma to nic wspólnego z próbą wymuszenia, a jest jedynie wyrazem niezadowolenia.

Dzieci spotykają się z kilkoma typami reakcji rodzicielskiej.

Część dzieci (grupa 1) zbierze różne  doświadczenia z tego typu sytuacji. Czasem dostaną to czego chciały, ponieważ rodzic uświadomi sobie jak bardzo dziecku zależy na czymś o co zabiega, przyjmie perspektywę dziecka i ma możliwość wyjścia na przeciw dziecięcej potrzebie. Nie raz te same dzieci doświadczą braku zaspokojenia swojego pragnienia, nie dostaną tego czego chciały, zaś rodzic będzie wsparciem w regulacji emocji. A  na pewno powstrzyma się przed osądem, że dziecko terroryzuje rodzica krzykiem i okazywaniem emocji. Dane jest dziecku prawo do niezadowolenia, ponadto często otrzyma wsparcie gdy będzie to zbyt trudne. 

Inna część dzieci (grupa 2) nie otrzyma tego, czego chce dla spełnienia zasady i nauki, że protest nie zmienia zdania rodzica. Autorytet jest tu najważniejszy, postawa zupełnie nie różnicującą sytuacji, stawiająca zasadę ponad człowieka. Skutki dla dziecięcej potrzeby autonomii i pewności siebie są niewątpliwie przykre.

Kolejna grupa zaś (grupa 3) doświadczy lękowej reakcji rodzica na ich krzyk. Tacy rodzice z obawy czy  niechęci przed emocjonalną reakcją dziecka będą dążyć do szybkiego zaspokojenia potrzeby , byleby ustał płacz. Siłą rzeczy dzieci uczą się mechanizmu oraz jedynej i najprostszej drogi do osiągnięcia celu. Naturalna kolej rzeczy. Dziecko dostaje komunikat, że jego emocjonalna reakcja zawsze kończy się zaspokojeniem potrzeb. Nie ma opcji, aby dziecko samo wyciągnęło wnioski, że jego krzyk, płacz, agresja to nie jest społecznie użyteczna droga do załatwiania spraw. Duża krzywda przytrafia się tym dzieciom, nie dość, że nie nabywają umiejętności radzenia sobie z obecnym w życiu rozczarowaniem, to dostają łatkę "terrorystów" od rodziców, którzy uciekają od odpowiedzialności nauczenia ich radzenia sobie z emocjami, przerzucając ją na dzieci. 


Grupa pierwsza jest mi najbliższą. Moje dziecko uczy się, że jego potrzeby są ważne, jego prośby racjonalne, a ono samo jest szanowane. Spotka się również z wieloma sytuacjami, gdzie doświadczy rozczarowania, zawodu i rozpaczy z powodu niezaspokojonej potrzeby. Nie chcę go osądzać i mówić że płakać nie wolno, mówić że jest niegrzeczny, okazywać swoją dezaprobatę na jego osobista tragedię którą właśnie przeżywa. Gdy się uspokoi porozmawiamy o tym, co było trudne, jak można było inaczej, aby nie ranić innych. Świadomie chcę dążyć do tego, aby moje dziecko widziało we mnie bezpieczną przystań. Ufam, że to zaowocuje bliska relacją, a gdy przeżyje rozczarowanie, zawód w nastoletnim życiu to będzie wówczas szukało pomocy u mnie, nie u koleżanek/ kolegów, którzy tylko z pozoru mogą mu pomóc. 

Warto zdystansować się do dziecięcego "wymuszania", rozgraniczyć nasze potrzeby od dziecięcych, szukać złotego środka i powstrzymać się od osądzania dzieci, które przecież dopiero biorą w swoje ręce narzędzia do zadbania o siebie, swoje potrzeby. Zderzają się z konfliktem interesów dorosłych i dzieci, a do nas należy rola nauczyciela w balansowaniu w świecie tych potrzeb. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Z Miłości do Dziecka , Blogger