Niegrzeczne dzieci, niedojrzałe dzieci, bezbronne dzieci

Na podstawie książki "THE YES BRAIN MÓZG NA TAK" Daniela J. Siegela i Tiny Payne Bryson


Photo by Ben White on Unsplash

Krzyk, histeria i opór. Żądania, wymagania, działanie na przekór. Jest to stan męczący tak bardzo, że każdy z nas - Rodziców marzy wręcz aby stawić temu kres. Aby ono wreszcie zachowywało się racjonalnie. Stanowcze "NIE!" działa jednak jak dolanie oliwy do ognia. Co robić? Myślę, że każdy z nas stanął w obliczu tej sytuacji i tego pytania ;)  Intuicyjnie wyczuwam, że to nie przelewki i trzeba zajrzeć głębiej i rozwikłać zagadkę kryjącą się za tą słodką twarzyczką, która jednocześnie czasem sprawia, że mam ochotę wystrzelić w kosmos. Z pomocą przychodzi mi ponownie profesor Daniel J. Siegel w książce "The yes brain MÓZG NA TAK".

No i proszę bardzo: 


"Jeśli potrzeba ci choćby jednego powodu, dla którego należy wykazywać się cierpliwością w relacjach z dzieckiem, gdy zachowuje się nieracjonalnie, oto on: jego mózg nie został jeszcze w pełni uformowany, przez co dziecko, przynajmniej czasami, dosłownie nie jest w stanie kontrolować emocji i ciała."

Tak, zdawałam sobie z tego sprawę, ale musiałam usłyszeć o tym jeszcze raz aby spojrzeć na mojego synka z miłością gdy znów... zamiast strzelać w niego pociskami. 

Co więcej w tej samej książce czytam, że ten sam mózg swą dojrzałość osiągnie w wieku dwudziestu kilku lat... Zatem w wieku niecałych lat trzech (jak ma to miejsce w przypadku mojego dziecka) rolą rodziców będzie wsparcie go w budowaniu korzystnych połączeń nerwowych. Jak to zrobić? Siegel sugeruje, iż pierwszym i najważniejszym krokiem jest pomoc dziecku w osiągnięciu stanu zrównoważenia. Co oznacza, że pomagamy dziecku opanować odruchowe reakcje na odczuwane emocje, uczymy jak rozładować napięcie nie poprzez burzę, lecz w sposób konstruktywny. Pomagamy dziecku zatrzymać się, zastanowić się i wybrać rozwiązanie. Dzieci mają wrodzone impulsy, naszą rolą jest wypracować inne reakcje, nie zapominając o szacunku i miłości do słabszej i mniej rozwiniętej dziś istoty jaką jest dziecko.

Zatem krzyk i burza w obliczu konieczności zaniechania czynności zagrażającej bezpieczeństwu to nie okazja do musztry i odepchnięcia "niegrzecznego dziecka", ale moment nauki i budowania więzi. Dlatego wyrzucamy do śmietnika zwroty: uspokuj się, jak ty się zachowujesz, jak nie przestaniesz to... , jesteś niegrzeczny, taki ładny chłopczyk/dziewczynka a tak brzydko się zachowuje, nie bądź mazgajem, to nie powód do płaczu... A pakujemy do repertuaru: Jesteś rozwścieczony, bo nie możesz... a bardzo chcesz [*uwaga tu najczęściej rozpętuje się jeszcze gorsza burza, ale ona jest potrzebna], rozumiem, że jest ci źle, w każdej chwili mogę cie przytulić jeśli chcesz. Gdy po burzy przyjdzie spokój ważne jest, aby omówić z dzieckiem co się stało i przedstawić zagrożenie/ trudność, które płynęło z tej czynności, może zaproponować alternatywną zabawę/narzędzie. Nie możesz używać ostrego noża, ale mogę dać Ci tarkę następnym razem, abyś mi pomógł. Gdy będziesz starszy będziesz się nim posługiwał.
Nie chcę abyś rozlewał wodę, bo podłoga staje się śliska, możemy się przewrócić. W przelewanie pobawisz się w wannie, albo na tacy w kuchni. 

"Dzieci zachowują się niegrzecznie najczęściej dlatego, że nie potrafią panować nad ciałem i emocjami, a nie dlatego, że chcą. Zanim zaczniesz udzielać im nauczek czy mówić do nich o swoich oczekiwaniach, musisz im najpierw pomóc odzyskać równowagę"

Mnie osobiście ratuje to stwierdzenie, pomaga mi przyjąć dziecko takie, jakie jest w danej chwili, choć czasem odbieram je jako okropne. Jest to bardzo ważne, szczególnie w odniesieniu do najmłodszych dzieci, których mózgi są najmniej rozwinięte. Pomóc odzyskać równowagę dziecku oznacza być, otoczyć wsparciem i zrozumieniem, przytulić, pogłaskać, zapewnić, że jest kochane i bezpieczne. Wtedy, i tylko wtedy dziecko nas wysłucha, wtedy mamy szansę je czegokolwiek nauczyć. Co więcej, w tej nauce dobrze jest chwytać się narzędzi przyjaznych dziecku. Może bajka o myszce, która chciała używać noża będzie odebrana z większym entuzjazmem, niż powrót do trudnego doświadczenia we własnej skórze. 

Dla mnie czasem pomocne wydaje się być zweryfikowanie swojego mózgu, czy jest aby "na tak". Dostrzegłam, że sprzeciwy mojego dziecka zaostrzają moją reakcję "na nie". Taka weryfikacja pozwala mi dać więcej swobody dziecku, pozwolić się ubrudzić i rozlać, bez burzy z mojej strony ;) Zaryzykować stłuczenie szklanego naczynia, na rzecz próby sił i zręczności dziecka.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Z Miłości do Dziecka , Blogger