Rodzic na polu bitwy. Zwycięzca, przegrany, a może sojusznik?

Na podstawie książki Thomasa Gordona "Wychowanie bez porażek"


Relacja rodzic - dziecko, to bardzo wyjątkowa relacja w społeczeństwie. Właściwie to, jak są w tej relacji rozłożone siły nie jest w żaden sposób zdefiniowane. Choć wiadomo - dorośli decydują. Pod naszymi skrzydłami znajduje się osoba, która nie ma prawa głosu i nie jest w pełni sprawna ani dojrzała. Tylko od nas zależy jak wiele damy przestrzeni i jak będziemy traktować człowieka, który przy nas poznaje swoją osobowość. Mamy realną moc oddziaływania na proces kształtowania autonomii naszego dziecka. Potrzeba nam jednak wiedzy, aby robić to w sposób świadomy.

Obie strony układu są indywiduami osobowościowymi, z których każda posiada swoje potrzeby, niezależnie jak długo żyje na tym świecie. Dobrze jest zdać sobie sprawę, że konflikt między rodzicem a dzieckiem jest czymś nieuniknionym, jak w każdej innej relacji gdzie ludzie muszą ze sobą koegzystować. Dlatego to, że nasze dziecko pokazuje nam swoje granice, jest czymś tak samo normalnym jak to, że my dorośli zaznaczamy nasze nienaruszalne terytorium.

Miarą jakości naszych relacji nie jest to, że się nie kłócimy, ale to w jaki sposób opanowujemy owe spięcia.

Dla Thomasa Gordona konflikt to bardzo ważny moment, w którym albo zbudujemy relację, albo zburzymy więź z naszym dzieckiem. Czy ten moment wykorzystamy jako okazję do pokazania siły (kto tu rządzi)? Czy może jako warsztat dla naszego dziecka, podczas którego pozna ono w jaki sposób ze wzajemnym szacunkiem można zadbać o pojawiające się na horyzoncie potrzeby obu stron.


“Konflikt jest chwilą prawdy relacji między rodzicami a dzieckiem ”
Wolimy dać poczucie upokorzenia, gdy stwierdzimy, jak może sami niegdyś słyszeliśmy, że dzieci i ryby głosu nie mają, czy może dać poczucie zaopiekowania, z troską przyjmując komunikat o potrzebach dziecka?

Nie mam najmniejszej wątpliwości, że dla ogromnej większości z nas dobro naszych dzieci jest szalenie ważne, jedynie brakuje nam często świadomości jakie ślady pozostawiają nasze słowa. Umiejętność konstruktywnego opanowywania konfliktów, to wg Gordona klucz do zdrowych, bliskich, zadowalających, a nawet przyjacielskich relacji z dzieckiem. Zatem warto pochylić się nad tym i dokonać analizy jak jest obecnie między nami, a jak mogłoby być.

Być może sam złapałeś się na tym, lub spotkałeś się z tym w otoczeniu, że konflikty z dzieckiem są przez nas postrzegane jako walka o władzę. Najlepszym dowodem na to są stwierdzenia słyszane chyba przez każdego rodzica “nie daj sobie wejść na głowę” lub “wymusza płaczem”. Być może widzisz tylko dwie opcje: wygrać(rodzic surowy, bezwzględny) i przegrać (rodzic uległy, pobłażliwy). Jest białe albo czarne, nie ma nic pomiędzy. Jeśli wszedłeś na pole bitwy, to jest duże prawdopodobieństwo, że raz jesteś rodzicem surowym, a raz pobłażliwym, ponieważ oba rozwiązania pokazują szybko swoje złe owoce. To niestety wprowadza dziecko w poczucie dezorientacji i niepewności, nie wie wśród jakich zasad funkcjonuje. Zwycięstwo lub porażka - tak być może widzisz dziś możliwości rozwiązania konfliktu ze swoim dzieckiem, gdy chcesz aby ubrało się cieplej, myło ręce po powrocie do domu, sprzątnęło w pokoju, wróciło do domu, zjadło obiad...

Jeśli tak jest to zamykasz siebie i dziecko w błędnym kręgu, który sprawi, że wasze światy oddalą się od siebie tworząc odrębne galaktyki.

Gdy doprowadzamy do tego, że nasze jest na wierzchu, bo po prostu mamy władzę i nie interesuje nas, że ono nie chce, mówimy “nie dyskutuj”, “nie interesuje mnie to, ma być zrobione i już”, ” natychmiast to zrób” , płacimy wówczas wysoką cenę za zwycięstwo. Motywacja dziecka do wykonania prośby, a raczej żądania rodzica, jest bardzo słaba, rodzi się w dziecku niechęć do nas i odbieramy mu sposobność opanowania siebie samego. Dzieci są na ogół złe na rodziców, którzy rozwiązali konflikt zwyciężając, jest w nich poczucie niesprawiedliwości, owocem działań rodziców jest wrogość ich dzieci. Nie chcą one wówczas współpracować, muszą być kontrolowane przez rodziców, aby zrobiły to czego rodzic chce. Zatem musimy włożyć dużo pracy, aby nasze żądanie było spełnione. Owocem w dorosłości u tych osób, które w dzieciństwie miały do czynienia  z surowymi rodzicami jest brak samodyscypliny i odpowiedzialności, ponieważ nie miały szansy aby doskonalić te cechy w sobie - zawsze ktoś coś kazał, trzeba było słuchać, więc te osoby też poszukują w dorosłości autorytetów, którym mogą być posłuszne.


“Ilekroć zmuszacie dziecko przez użycie władzy i autorytetu, aby coś zrobiło, tyle razy odmawiacie mu sposobności uczenia się wewnętrznej dyscypliny i odpowiedzialności za siebie”
Gordon uznał to zdanie jako najważniejsze w swojej książce. Nasza codzienność to mnóstwo sytuacji, w których potrzeby nasze i dzieci przeciwstawiają się sobie. Dlatego przyjrzyj się jak zwracasz się do tej mniejszej osoby, czy z szacunkiem? Czy może patrzysz na nią z góry, władczo wydając polecenia, czy lekceważąc to co przeżywa na swoim poziomie emocjonalnym (zgubiony ulubiony miś, może być na poziomie dziecka dramatem rangi straty najlepszego przyjaciela).

Bez wątpienia nie jest też lepiej gdy rodzic kapituluje, a jego potrzeby są totalnie zgniecione i niezauważone przez dziecko. Jeśli rodzic chowa się i godzi na wszystko, gdy dziecko krzyczy, mamy wówczas pewność, że obok nas ukształtuje się trudny do zniesienia, egoistyczny osobnik.  W społeczeństwie taka osoba nie będzie się liczyła z czyjąś własnością i uczuciami. A więc nie chodzi też o to, aby schodzić dziecku z drogi, ale aby spotkać się pośrodku. 

Gordon w swojej książce stawia pytanie: czy  władza rodzicielska jest konieczna i uzasadniona?

Dziecko od samego początku życia jest całkowicie uzależnione od swoich opiekunów. Rodzic stanowi dla niego źródło zaspokojenia potrzeb oraz wszelkiej wiedzy o świecie. Dorośli mają nad dzieckiem wyższość psychologiczną i fizyczną (tą ostatnią do pewnego czasu). Choć rodzicem potencjalnie może być prawie każdy z nas, niezależnie od kompetencji, to rodzicowi w społeczeństwie dany jest z góry autorytet, na mocy którego przypisujemy sobie władzę nad dzieckiem. Zakładamy, iż ten autorytet nam się po prostu należy, a nie, że musimy go zbudować.

Gordon zachęca, aby zadać sobie pytanie: czy respektujesz kogoś, kto zmusza Cię do posłuszeństwa?

Ja osobiście jedynie ze strachu mogłabym posłuchać, myślę, że prędzej czy później będę uciekać od narzuconej mi dyktatury. Dzieci też uciekną budując mur między sobą a rodzicem. Potem pozostanie nam jedynie narzekać: "no tak, przyszedł nastoletni bunt", a to po prostu moment, w którym dzieci stają się mniej zależne od dyktatorów ;).

Rodzic ma moc zaspokajania potrzeb dziecka, dlatego często wykorzystuje tę moc do kierowania dzieckiem, nagradzając i karząc jego zachowanie. Gordon stawia na równi takie podejście do wychowania z tresurą zwierząt, gdzie wykorzystywane są podobne mechanizmy do osiągnięcia pożądanego zachowania. Władza rodzicielska pojmowana w taki sposób może być opłakana w skutkach dla dziecka jak i dla rodzica. Otóż dzieci funkcjonujące w systemie nagród i kar, po pierwsze  są pozbawione rozumowego pojmowania nieprawidłowości swoich zachowań. Nie wiedzą czemu robią coś źle, rezygnują z wykonywania czynności, zniechęcone karą, jednak nie zdają sobie sprawy co dane zachowanie wywołuje.

Przykładowo gdy dziecko krzyczy i przeszkadza rodzicowi w rozmowie, zastosowanie samej kary (krzyk, wyprowadzenie, kąt) bez informacji zwrotnej nie sprawi, że dziecko zorientuje się samo w sytuacji. To, że rodzic chce porozmawiać, jest to dla niego ważne, krzyk mu przeszkadza i czuje się nieszanowany nie jest oczywiste dla dziecka i ono się nie domyśli o co nam chodzi (za mało w życiu jeszcze doświadczyło, ta chwila to moment jego nauki). Brak jasnego komunikatu to duża strata dla dziecka, kara to jedynie informacja, że jego zachowanie (być może stanowiące komunikat adresowany do rodzica), jest przez rodzica odrzucane. Po drugie dzieci stają się nerwowe, lękliwe, przejawiają wrogość i mściwość wobec wychowawców, a także często przerasta je emocjonalnie konsekwentność i bezwzględność rodziców. Gordon w swojej książce szeroko opisuje daleko idące skutki władczego wychowywania dzieci. Bezpośrednio dla rodzica takie podejście także nie jest obojętne, nagroda i kara mają moc dopóty, dopóki dziecko nie jest samodzielne. Rodzice w końcu stracą kontrolę nad dzieckiem ponieważ obszar jego uzależnienia od rodzica stanie się o wiele bardziej ograniczony, co więcej pryśnie wszelki czar autorytetu, który to wymusili na dziecku.

“Dzieci, podobnie jak dorośli, walczą jak szalone,
kiedy ich wolność jest zagrożona”


Te słowa Gordona utkwiły mocno w moim sercu, pewnie dlatego, że stały się furtką w wielu sytuacjach kiedy chciałam przeforsować na moim dziecku jakieś zasady i spotykałam się z czynnym oporem. Walka to nie moja droga, dlatego tak dobrze jest mi skorzystać z tej furtki. Gdy czuję, że moje dziecko zaczyna bronić się przede mną -  traktuję to jako sygnał, że zaczynamy się polaryzować zamiast współpracować. Przykładowo, jeśli chcę aby synek (2,5 lat) umył rączki (przed jedzeniem, po powrocie itp.) lepiej gdy używamy z mężem sformułowania “Zapraszam Cię do mycia rąk”, przy czym powiemy to przyjaźnie i radośnie, niż gdy zarządzamy mycie rąk, zakładając, że dziecko ma wykonać nasze polecenie. Gdy to nie działa, wszelka zabawa nam pomaga, myjemy ręce jak koszatki, słonie, ścigamy się do łazienki itp. Dziecko uczy się nawyku, obywa się bez kłótni, wszyscy są szczęśliwi. Wiadomo, nie zawsze mam na to chęci i nastrój, i porostu dyryguję. Mimo to, staram się sięgać po te rozwiązania, które nie wywyższają mnie jawnie ponad dziecko. Pomaga mi wejście w skórę syna, sama nie znoszę gdy ktoś wie ode mnie lepiej, co dla mnie jest dobre, nie znoszę władczego tonu skierowanego do mnie, nikt nie zmusi mnie do współpracy, przymus rodzi we mnie przekorę. Czemu to wszystko miałoby działać inaczej na mojego syna? 
Zanim zaczniecie się zastanawiać, nad sensownością tego wszystkiego wobec zagrożenia życia, zdrowia, bezpieczeństwa, to oczywiście - po stronie rodzica leży obowiązek zapewnienia dziecku opieki i jest wiele sytuacji, w których nie kwestionuje się konieczności użycia siły, czy władzy. Warto szukać jednak tych momentów gdzie możemy dążyć do celu razem, jako sojusznicy, a nie po różnych stronach obozu wojennego.

Inne wisy na podstawie książki "Wychowanie bez porażek":

Sztuka akceptacji
Jak mówić, aby usłyszeć nasze dziecko?
_______________________________________________________
To już ostatni wpis na podstawie książki "Wychowanie bez porażek". Thomas Gordon (1918 - 2002) całym sercem rozumiał trudną sytuację rodzica, błądzącego we mgle, który ma wychować lecz brak mu wiedzy i pomocy. Dziś sytuacja jest trochę inna, mamy wiele treści dostępnych dla rodziców, coraz bardziej świadomie wychowujemy nasze dzieci. Ciągle jednak warto pytać siebie samego, jak to zrobić dobrze. Oto jak pisał Gordon na temat rodzicielskich zmagań:

"Wszyscy przypisują rodzicom winę za problemy jakie przeżywa młodzież, a także i za te, jakie młodzież stwarza dorosłemu społeczeństwu. Rodzice są wszystkiemu winni (...) Politycy i pracownicy wymiaru sprawiedliwości także obwiniają rodziców, którzy ich zdaniem wychowali całe pokolenie niewdzięcznych, konspirujących, demonstrujących, wymigujących się od służby wojskowej hipisów czy punków. A gdy dzieci mają niepowodzenia szkolne albo stają się beznadziejnymi wagarowiczami, nauczyciele i administracja szkolna twierdzą również, że winę za te zjawiska ponoszą rodzice. A kto pomaga rodzicom? (...) Rodziców się oskarża, ale się ich nie szkoli. Każdego roku miliony nowych matek i ojców podejmują pracę, która uważana jest słusznie za jedna z najcięższych, jakie można wykonywać: rodzi się ich dziecko, mały człowiek, zupełnie bezradny i oni podejmują odpowiedzialność za jego fizyczne i psychiczne zdrowie, za wychowanie go na człowieka produktywnego, zdolnego do życia w społeczeństwie i współpracy, odpowiedzialnego obywatela. Czyż nie jest to zadanie najtrudniejsze i stawiające największe wymagania?"

Bardzo podoba mi się to, jaką wagę przypisuje on opiece nad dzieckiem. Zadanie najtrudniejsze i stawiające największe wymagania. Jednocześnie zaznacza, że bez przygotowania łatwo o porażkę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Z Miłości do Dziecka , Blogger